Zdesperowana kobieta próbowała napaść na pocztę [1]

Autor : poradnik Dodano: 16-12-2002 - 00:57
Przestępstwa [2]
WIESŁAW ZIOBRO
Napad w kolorze różu
Mężatka, matka, bezrobotna, bez zasiłku. W kominiarce, z nożem weszła na pocztę.
Ludzie w Przecławiu są zdumieni. - Coś takiego u nas? Do tej pory takie rzeczy pokazywali tylko w telewizji...
Niektórzy jednak wcale nie są przerażeni. Śmieją się, jak na przykład dwie uczennice technikum rolniczego w Rzemieniu, które proszą o podwiezienie do Przecławia. - Głośno teraz o naszej miejscowości, ale przecież to nie był napad. To była komedia.
Nie wyglądało to na komedię. Było wpół do pierwszej po południu, kiedy do urzędu pocztowego w Przecławiu wszedł pod nieobecność klientów człowiek w kominiarce na twarzy, ubrany w szarą ortalionową kurtkę. Na poczcie pracują dwie starsze panie i obie usłyszały, że mają natychmiast wydać gotówkę, gdyż w przeciwnym razie zostanie użyty nóż oraz ładunek wybuchowy. Bandyta zademonstrował sporych rozmiarów nóż kuchenny, a z kieszeni kurtki wystawało coś, co przypominało przewód elektryczny.
Niespodziewany gość wszedł do pokoju socjalnego, kazał jednej z pracownic uklęknąć, złożyć ręce do tyłu, tak, by można je było skrępować kablem. Druga z pracownic, spoglądając w okno, kątem oka spostrzegła, że do budynku Urzędu Gminy sąsiadującego z pocztą wchodzi dzielnicowy. To dodało jej otuchy. Wybiegła z budynku, otwierając zamknięte przez bandytę na zamek drzwi. Niedoszły rabuś próbował jeszcze zatrzymać kobietę, już głośno wzywającą pomocy. Bez skutku. W tym samym czasie mało fachowo skrępowana koleżanka uwolniła się z więzów i zaatakowała intruza.
Nazajutrz w gazetach napisano, że pracownica Poczty Polskiej w Przecławiu w chwili napadu uderzyła bandytę doniczką z kwiatami, w dużym stopniu go obezwładniając. Nie była to doniczka, ale plombownica służąca do plombowania przesyłek, ważąca 0,8 kg. Pracownica zeznała później, że nie pamięta, ile ciosów wymierzyła przestępcy.
Bandyta zaczął słaniać się na nogach, ale mimo uderzeń zadanych w głowę twardym narzędziem nie upadł. W pobliżu był już policjant. Bandyta jednak wyraźnie zamroczony usiadł na ławce, ściągnął z twarzy kominiarkę i wtedy okazało się, że to kobieta! Z przeciętej powyżej czoła skóry popłynęły stróżki krwi...
Napastniczka najpierw trafiła do Szpitala Powiatowego w Mielcu. Nie odniosła poważniejszych obrażeń. Dzisiaj przebywa w areszcie tymczasowym w Nisku. Za napad na pocztę grozi jej kara co najmniej 3 lat pozbawienia wolności
Różowa czapeczka
- Istotnie, zaskoczył nas ten przypadek - mówi nadkom. Władysław Błażejowski, zastępca komendanta powiatowego policji w Mielcu. - Podejrzana ma 24 lata, jest mężatką, ma czteroletniego syna, jest bezrobotna, bez prawa do zasiłku. Mąż pracuje. Zatrzymana pochodzi z okolic Dębicy, w Mielcu ma zameldowanie czasowe. Rozmawiałem z nią i wyjaśniła mi, że do skoku na pocztę w Przecławiu zmusiła ją trudna sytuacja finansowa. W czasie rozmowy sprawiała wrażenie osoby skruszonej, zaskoczonej takim obrotem sprawy, przestraszonej tym, co się wydarzyło. Powoli do niej docierało, na co się porwała i jakie mogą być tego konsekwencje. Sprawdzamy teraz wszystkie okoliczności związane z tą sprawą.
W Mielcu nikt z policjantów nie pamięta tak śmiałego napadu przeprowadzonego samodzielnie przez kobietę. - Ale łatwo zauważyć, jak brutalizacja i wulgaryzacja obecnych czasów wpływają na płeć piękną - podkreśla nadkom. Błażejowski. - Naszym policjantom czasem trudno uwierzyć, w jaki sposób młode kobiety się zachowują, jakiego używają języka, jak dewastują mienie. Dwa lata temu napadu na kantor wymiany walut w Mielcu dokonała pewna, wciąż przez policję ścigana, grupa przestępcza, w skład której również wchodziła kobieta. Wprawdzie nie brała bezpośredniego udziału w napadach, ale z tego, co wiemy, zajmowała się maskowaniem pewnych działań.
Na razie nie wiadomo, w oparciu o jakie scenariusze i czyjego autorstwa zatrzymana w Przecławiu kobieta planowała napad. Na miejscu policja zabezpieczyła - oprócz noża i rękawiczek - kominiarkę w nietypowym różowym kolorze, zrobioną z dziecięcej czapki. Na zewnątrz znajdowała się druga kurtka podejrzanej, w której po dokonaniu skoku zamierzała uciekać. Prawdopodobnie na piechotę...
Dlaczego wybrała Przecław? Dlatego, że stąd pochodzi jej ojciec, więc dobrze znała teren.
Kobieta mieszkała wraz z dzieckiem i mężem w wynajętym w Mielcu mieszkaniu. Podobno zalegała z opłatami na kwotę 2 tys. zł. Wkrótce miała się zgłosić właścicielka mieszkania po odbiór finansowych zaległości.
Bardzo dyskretny skok
Wiadomość ta dotarła też do Przecławia. - Ja się nie dziwię tej kobiecie. Może dziecku nie miała co dać jeść, może by ją z rodziną wyrzucono na bruk - mówi pewna kobieta mieszkająca niedaleko poczty. - Niech ci przy władzy wezmą się wreszcie za porządne rządzenie, bo ludzie coraz częściej będą kraść i napadać
- Gdybym ja miał robić jakiś skok, to bym lepiej od niej zrobił - twierdzi mieszkaniec Przecławia. - To była amatorszczyzna. Przypomina mi się taki śmieszny napad na bank w Niemczech, pokazywany w naszej telewizji. Bandyta po założeniu kominiarki zorientował się, że zapomniał wyciąć otwory na oczy. Po banku poruszał się po omacku, prosząc jeszcze personel o pomoc w odnalezieniu drogi.
Jedna z pań spacerująca po ryneczku z wnuczką załamuje ręce. - Boże, to i tak się wszystko szczęśliwie zakończyło. Przecież ktoś mógł zginąć. Znam te panie pracujące na poczcie. Kulturalne, miłe, porządne osoby. I gdyby jedna z nich przypadkowo zabiła tę złodziejkę, miałaby wyrzuty do końca życia. A na widok kogoś z kominiarką i nożem też można dostać ataku serca, nieprawdaż?
- Panie, jeśli jakaś osoba robi napad w środku dnia, gdy w sąsiednim budynku odbywa się sesja rady gminy, gdy parking jest pełen samochodów, to powinna być dobrze przebadana - dorzuca ktoś inny.
W trakcie gdy odbywała się sesja, obecna na niej była między innymi radna Beata Krężel, nauczycielka miejscowej szkoły podstawowej. - Przez całą sesję nie wiedziałam, co się stało na poczcie, podobnie jak inni uczestnicy sesji. Nie było wielkiego zamieszania, nie było słychać sygnałów alarmowych, jak to zwykle bywa podczas napadów, nic z tych rzeczy. O napadzie dowiedziałam się później. Oczywiście, że mnie to zaskoczyło.
Strach przed mafią
Dyrektorka szkoły, obecna przy rozmowie, nie chce podejmować rozmowy. W ogóle w Przecławiu ludzie niechętnie rozmawiają na ten temat, jeśli już, to raczej anonimowo. Nie chcą podawać swoich nazwisk. Jedna z osób wyjawia swoje obawy: - Ja tam nie wierzę, żeby samej babie wpadł do głowy pomysł z napadem na pocztę. Musiała mieć jakichś pomocników. Może działa jakaś mafia, to co ja będę się wypowiadał. Przecław to mała miejscowość, jeśli ktoś kogoś będzie chciał znaleźć, to go znajdzie szybko.
Przecław to rzeczywiście nieduża miejscowość, o charakterze małomiasteczkowym. Około 1400 mieszkańców. Położona w Dolnej Dolinie Wisłoki. Znana z położonego w parku krajobrazowym zamku Rejów. Janusz Dybski, zastępca wójta, jest zdziwiony obraną przez sprawczynię napadu taktyką. - Wszyscy dyskutują na ten temat, są zaskoczeni. I co ta kobieta narobiła najlepszego? Jeśli prawdą jest, że brakowało jej pieniędzy na przeżycie, to lepiej teraz będzie, gdy pójdzie siedzieć do więzienia i zostawi małe dziecko? U nas w gminie było do tej pory spokojnie, lecz dziś trzeba się obawiać różnych dramatycznych zdarzeń. Ludzi męczy wysokie bezrobocie, wszystko może się zdarzyć.
W Przecławiu mogą czuć się zagrożone między innymi dwie stacje paliw, hurtownia materiałów budowlanych, kilka większych sklepów, ale we wsi twierdzą niektórzy, iż do obrabowania najlepiej nadawał się Bank Spółdzielczy 100 metrów od poczty. Inni kręcą głowami. - Gdzież tam. W banku jest alarm, są zabezpieczenia. Musiałoby być ich więcej, tych bandytów.
Krystyna Skowrońska, dyrektorka Banku Spółdzielczego w Przecławiu i posłanka Platformy Obywatelskiej w jednej osobie, pokazuje stertę dokumentów ułożonych na biurku. Dzisiaj podczas posiedzenia zarządu powtórnie zostanie przeanalizowany system bankowych zabezpieczeń w oparciu o urzędowe wytyczne.
- Zagrożenie pracowników banku zawsze było duże, ale w obecnej sytuacji jest zdecydowanie większe. Coraz więcej środków musimy przeznaczać na zabezpieczenia zamiast na inne cele. Wydarzenie na przecławskiej poczcie przekonuje, że nawet w tak niedużych miejscowościach trzeba zachować dużą czujność.
Takie czasy
Sołtys Kazimierz Markulis, emerytowany doradca rolny, również potwierdza, że w Przecławiu wielkiego zła dotychczas nie było. - Niespokojnie jest tylko przez tę dyskotekę. Młodzi co rusz wzniecają bijatyki, bo się nawzajem nie lubią. Walczą ze sobą, prowadzą święte wojny, jak na przykład nasze Podole z Dębicą. Ale czasy przyszły takie, że większe zło może się pojawić.
Po napadzie na widok obcych ludzi w sklepach, banku i na poczcie spojrzenia wielu osób w Przecławiu są trochę niespokojne. Podejrzliwe. Zwłaszcza na poczcie. Mieści się ona w dużym budynku, w jednym, także obszernym, pomieszczeniu z trzema okienkami. Dwie starsze, eleganckie panie obsługują jedną klientkę. Jest dwunasta trzydzieści; kilka dni temu właśnie o tej porze doszło do napadu. W tym czasie na poczcie jest pusto.
Naczelniczka urzędu nie chce rozmawiać. - Mamy zakaz udzielania jakichkolwiek informacji na ten temat. Tak zadecydowali nasi zwierzchnicy.
Obie panie wyznają, że chciałyby o tym wszystkim jak najprędzej zapomnieć. Przyznają, że z niepokojem spoglądają w kierunku drzwi, gdy ktoś wchodzi. - Teraz złodziejem może być każdy. I dodają po chwili: - Obcemu to człowiek by jeszcze wybaczył, ale swojemu? Wygląda na to, że z racji pochodzenia ojca podejrzanej zaliczono ją do swoich, czyli ludzi stąd.
- O informacje proszę pytać w urzędzie pocztowym w Mielcu - mówią kobiety.
Jest o co zapytać. Na przykład o rodzaj zabezpieczeń. Placówka pocztowa w Przecławiu jest, jak można usłyszeć, łatwa do okradzenia, a przynajmniej była do czasu napadu. Wątpliwości wzbudzają na przykład drzwi, które każdy może zamknąć od środka, również przestępca, poprzez przekręcenie gałki zamka.
Ale Poczta Polska nabrała wody w usta. W Mielcu naczelnik uprzejmie informuje, że nie może rozmawiać z prasą. Nie ma takich uprawnień. Kto je ma? Rejonowy Urząd Pocztowy w Rzeszowie. Tam jednak informują, że rzecznik prasowy tutaj nie pracuje, a dyrektor jest na urlopie.
- A czy jest zastępca?
- W tej chwili nie ma.
- To może ktoś inny będzie mógł porozmawiać o zdarzeniu w Przecławiu?
- Obawiam się, że nie. Może to zrobić tylko pan dyrektor...
- Ale on jest na urlopie.
- Proszę więc dzwonić, kiedy wróci...

Komentarze

Wyświetlanie Sortowanie
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować. Zarejestruj lub zaloguj się [3]
Links
  [1] http://bhpekspert.pl/index.php?name=News&file=article&sid=374
  [2] http://bhpekspert.pl/index.php?name=News&catid=&topic=73
  [3] http://bhpekspert.pl/user.php